Po ekscytujących, interesujących tygodniach, w których mój mąż i ja zetknęliśmy się z tematem „wody”, chciałabym opowiedzieć o własnym doświadczeniu w rodzinie, które może być interesujące także dla innych.
Jestem terapeutką naturalną i w mojej praktyce wykonuję m.in. terapie detoksykacyjne, czyli usuwanie szkodliwych substancji, takich jak np. rtęć z plomb amalgamatowych. W tym celu korzystam z urządzeń Ondamed i Mora, w połączeniu z przetestowanymi lekami. U mojego męża, który miał coraz większe, niejasne problemy neurologiczne, objawiające się polineuropatią, niestabilnością chodu i zaburzeniami pamięci, w badaniach krwi po teście prowokacyjnym z infuzją EDTA, DMPS itp. znaleziono mnóstwo metali ciężkich, obok rtęci, która pochodziła z amalgamatu usuniętego 30 lat temu. Były to m.in. miedź, ołów, kadm, arsen, uran itp.
Rozpoczęliśmy detoksykację, wybierając standardowe podejście z infuzjami oraz wsparciem wątroby i nerek, ale okazało się to bardzo trudne. Pojawiło się uczucie, że rozpuszczone substancje krążą, nie będąc naprawdę wydalanymi. Objawy się nasiliły, pojawiły się prawdziwe epizody, a mój mąż, zapalony wspinacz, unikał jakiegokolwiek chodzenia.
Szukałam więc alternatyw, przede wszystkim chciałam wiedzieć, skąd pochodziły te obciążenia. Przez przypadek, jak powiedział Einstein, „Bóg nie gra w kości”, natknęłam się na wodę jako sprawcę. Wiedziałam, jak ważna jest woda dla naszego zdrowia i utrzymania funkcji życiowych. Nie wiedziałam jednak, że woda może być wręcz niebezpieczna i z jakich powodów. W trakcie poszukiwań „właściwej wody” dowiedziałam się od eksperta wodnego, że zarówno woda z kranu, jak i woda mineralna mogą zawierać wiele innych niepożądanych substancji, w tym niebezpieczne metale ciężkie.
Dotychczas uważałam, że nasza woda jest w porządku, że przepisy dotyczące wody pitnej i mineralnej obejmują wszystko, co mogłoby być szkodliwe. Ponadto mieliśmy w piwnicy wysokiej jakości urządzenie do energetyzacji naszej wody. Czułam się z tym bezpiecznie. Przeoczyłam jednak, że energetyzowane jony metali, które woda przynosiła, wcale nie są mniej szkodliwe niż inne. Popełniłam błąd w myśleniu. Jedno to oczyszczanie wody, a drugie to energetyzacja. Zostałam pouczona, że mamy globalne zanieczyszczenie wody, dlatego woda źródlana również nie jest już czysta, a nasze oczyszczalnie po prostu nie są w stanie sobie z tym poradzić przy 80.000 pozostałości leków i 100.000 nowych substancji petrochemicznych rocznie, obok zwykłych pestycydów, herbicydów, plastyfikatorów oraz geologicznie uwarunkowanego zanieczyszczenia uranem, które jest zarówno radiotoksyczne, jak i chemotoksyczne.
Władze mają tylko jedną drogę, czyli podnoszenie wartości granicznych, gdy nie można ich już przestrzegać, co znamy również z innych źródeł. Z tego, co mi wiadomo, jakość wody w Niemczech w ramach UE zajmuje nawet przedostatnie miejsce, co naprawdę mnie przeraziło.
Krótko mówiąc, wymieniliśmy naszą instalację do energetyzacji wody na urządzenie od BestWater, które produkuje wysoko oczyszczoną wodę, która następnie jest energetyzowana ośmiokrotnie, aby klastry cząsteczek wody, które mają dużą zdolność wiązania, mogły zostać uporządkowane w nowy sposób i w ten sposób były w stanie transportować pozytywną energię.
Po zakupie trzech różnych systemów uzdatniania wody (odwrócona osmoza, filtr węglowy, energetyzacja) i wydaniu na nie dużej sumy pieniędzy, początkowo byliśmy bardzo zaniepokojeni, czy obiecujące opisy się sprawdzą. Woda BestWater przewyższyła nasze nadzieje i zasługuje na swoją nazwę. Mój mąż pije tę wodę od kilku miesięcy, a jego detoksykacja postępuje tak szybko, że nie chcę tej informacji nikomu zataić, kto mógłby uznać ją za ważną. Przez kilka tygodni zauważyliśmy, że mocz miał ekstremalny zapach, a ciało widocznie się detoksykowało. Chodzenie i wszystkie inne objawy poprawiły się szybko, a wycieczki górskie znów sprawiają radość. Nie stosujemy przy tym żadnych leków, które są agresywne, ale powszechne w medycynie środowiskowej, a jedynie kilka ortomolekularnych substancji wspierających jako przeciwutleniacze.
U mnie również pojawiły się pozytywne zmiany. Zarówno mój mąż, jak i ja zauważamy, że potrzebujemy mniej snu i czujemy się bardzo sprawni. Daję tę wodę moim pacjentom po każdej terapii, która działa lepiej, a niektórzy wypijają cały dzbanek i nie wiedzą, dlaczego to robią. Po prostu pragnie się tej wody i instynktownie czuje, że dobrze robi.